data dodania: 19 grudnia 2016, 8:45 odsłon: 11544

Rozmawiamy z przedstawicielem biznesowym grupy Open Transport Panem Pawłem Koszyńskim - specjalistą do spraw transportu międzynarodowego oraz przewozu odpadów. To nie tylko wizjoner czy filantrop. To także, a może przede wszystkim, twórca wielu nowoczesnych rozwiązań, stosowanych w systemie obsługi transportu międzynarodowego. Podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat rynku transportu międzynarodowego w odniesieniu do polskich przedsiębiorców.

W skład reprezentowanej przez niego grupy wchodzą kolejno: Open Transport, Ekologistyka24, Logbar-Trans, Tc-Broker, Pozwolenia na Odpady, Tunele24.eu oraz 360 stopni.

EL24 - Coraz więcej firm transportowych narzeka na kondycję transportu międzynarodowego i coraz mniejsze zyski z inwestycji. Czym według Pana jest to spowodowane?

PK - Składa się na to kilka elementów. Pierwszym z nich jest wyraźne wypychanie polskich firm transportowych z Europy. Po głośnych hasłach, dotyczących uwolnienia transportu międzynarodowego okazało się, że nasi zachodni sąsiedzi nie potrafią z nami konkurować w tej branży. Przynajmniej nie w formie fair play. Liczne ustawy o płacach minimalnych, wzmożone kontrole i niskie stawki frachtów przy wysokich opłatach drogowych, paliwowych oraz wyższych kosztach utrzymania kierowców skutecznie zniechęcają nasze rodzime firmy do jazdy po drogach Francji, Niemiec, Austrii czy Szwajcarii. Na wielu zagranicznych giełdach transportowych ukazują się często komunikaty "Nur für Deutsche" lub "Deutsche LKW" [odpowiednio „tylko dla Niemców” i „niemieckie ciężarówki” – przyp. Red.] co może kojarzyć się, wspominając ubiegłe stulecie, dość jednoznacznie i co najmniej pejoratywnie. Drugim elementem jest spory wzrost powstających w Polsce firm, zajmujących się transportem międzynarodowym. Według CEIDG powstaje ich co miesiąc średnio 280! Najgorsze jest to, że firmy te w coraz większym stopniu nie są wyspecjalizowane i nie posiadają stałej pracy - szukają "szczęścia" u spedycji, które przeważnie mamią je jakąś ciekawą ofertą, potem wiążą długoterminową umową obarczoną karami , tak naprawdę wykorzystując do momentu aż firma nie ma już środków do dalszego funkcjonowania. Często również nowo powstałe firmy rejestrują się na giełdach transportowych i jeżdżą poniżej kosztów opłacalności, tworząc niezdrową konkurencję.

EL24 - Co w takim razie radziłby Pan firmom, które borykają się z brakiem pracy i niskimi stawkami transportowymi?

PK - Wyspecjalizowanie się lub znalezienie dobrego partnera biznesowego. Przekalkulowanie opłacalności inwestycji z uwzględnieniem wszystkich składowych. To są podstawy, o których niestety wiele firm zapomina, co prowadzi do katastroficznych w skutkach konsekwencji. Proponuję także czytanie ze zrozumieniem zawieranych umów lub oddawanie ich do analizy wyspecjalizowanym w tym kierunku instytucjom.

Transport nadgabarytów, międzynarodowy przewóz odpadów, transport specjalistycznymi naczepami - to gałęzie transportu, które w najbliższym czasie zanotują największy wzrost. W tej chwili jako grupa Open Transport obsługujemy wielu klientów zagranicznych, zlecających nam przewóz odpadów neutralnych, a ich liczba stale rośnie. Optymizm wzbudzać mogą również coraz większe normy recyklingu, nakładane na nas przez Unię Europejską. Napędza to rynek i zwiększa zatrudnienie w sektorze recyklingu odpadów. W skrócie - proponuję rozwagę, której zaczyna w tej branży brakować.

EL24 - Jakie są Pańskie rokowania odnośnie przyszłości polskich przedsiębiorstw w konkurencji z naszymi zachodnimi sąsiadami na najbliższy rok?

PK - Wie Pan... (śmiech) .. to trochę takie wróżenie z fusów. Problemem jest brak spójnej, wewnętrznej polityki dla transportu połączony z totalnym brakiem solidarności w branży transportowej. Nie da się jednak rozwiązać tego wszystkiego regulacjami prawnymi - to raczej kwestia edukacji, informowania czy swoistego uświadamiania przedsiębiorców. Jeśli coś jest nie tak - to musi to dotrzeć do osób decyzyjnych i musi być wywarta presja na to aby to zmienić.

Musimy uświadomić sobie jeden bardzo istotny fakt. Zachodnie firmy boją się konkurowania z nami. I tu nie chodzi już tylko o różnice w kosztach stałych przy zatrudnianiu kierowców czy prowadzeniu działalności gospodarczej. Boją się nas dlatego, że polskie firmy to już nie są stare kamazy z Panem Kazikiem "za kółkiem" ale nowoczesne, dobrze zarządzane przez systemy telematyczne i IT, floty pojazdów z pracowitymi i rzetelnymi kierowcami, obsługiwane przez solidnych managerów, spedytorów i koordynatorów, mówiących płynnie w wielu językach. Analiza tego faktu może przynieść nam bardzo wymierne korzyści.

Według mnie w pierwszym półroczu 2017 roku nastąpi swoiste "oczyszczenie" rynku europejskiego. Oznaczać to będzie upadek wielu źle zarządzanych firm transportowych, których zyskowność już teraz jest ujemna a możliwości finansowania zostały wyczerpane. Pesymistyczne nastroje nie zachęcają także nowych przedsiębiorców do związania się z branżą. Zachodni producenci odczują dodatkowo różnicę w stawkach tych samych frachtów wykonywanych przez rodzime firmy. To wszystko może składać się na unormowanie sytuacji na rynku międzynarodowym.

EL24 - Daje się wyczuć nutkę optymizmu w Pańskich wypowiedziach, to może teraz łyżka dziegciu?

PK - Nie jest potrzebna. Lubię patrzeć optymistycznie w przyszłość. Zachęcam do tego wszystkich.

EL24 - Rynek odpadów jest Pana środowiskiem naturalnym?

PK - Można tak powiedzieć, chociaż nie mieszkam na wysypisku (śmiech).Cieszę się, że coraz więcej firm interesuje się tematem przewozu odpadów - że nie traktują tego jako coś drugorzędnego i gorszego. Zgłasza się do nas coraz więcej przewoźników, chcących rozpocząć z nami współpracę w tej dziedzinie. Jako Pozwolenianaodpady.pl zanotowaliśmy zwiększone zainteresowanie firm możliwością uzyskania pozwoleń na terenie wszystkich krajów Unii Europejskiej. 

Jestem zadowolony z wypracowanych z urzędami umów, które pozwalają nam na szybką realizację zleconych i powierzonych nam zadań często jedynie drogą mailową. To jest milowy krok, który kiedyś był nie do pomyślenia. Martwi mnie jedynie sytuacja panująca w Italii. Poziom biurokracji sięgnął zenitu i nadal się wznosi. Polskie firmy muszą tłumaczyć przysięgle czasem kilkaset dokumentów i wypełniać niedorzeczne potwierdzenia i druki.

Mam dość silne odczucie, że rodzinna organizacja, która działa we Włoszech już od wielu pokoleń, nadal kontroluje pewne gałęzie gospodarki - głównie gospodarkę komunalną i przewóz odpadów.

Projekt i realizacja © 2015 agencja reklamowa soluma - profesjonalne serwisy internetowe.
Wszystkie materiały zawarte na stronie chronione są prawem autorskim i bez zgody nie mogą być używane i powielane.